reklama, polskie cmentarze
Kwiaty, prezenty, �yczenia, upominki

cmentarz

cmentarze

dokumenty

testament

ewidencja

kondolencje

kremacja

kwiaty

lapidarium

mogiła

nekrolog

nekropolia

opieka

nad

grobami

pochówek

polskie

porady

SAGRO

spis

zmarłych

sprzątanie

grobów

system

zarządzania

cmentarzami

szpital

usługi

pogrzebowe

wirtualna

świeczka

wirtualny

znicz

wybitni

Polacy

wyszukiwarka

grobów

zakład

pogrzebowy

zapal

zarządca

cmentarza

zasiłek

zgon

znani

Polacy


Strona główna  »  Dział wybitnych  »  Trafankowska Daria


Trafankowska Daria

Daria Trafankowska

Urodzony(-a): 05 Styczeń 1954 ( Poznań)

Zmarł(-a): 09 Kwiecień 2004 ( Warszawa)

Pochowany (-a): Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie


Życiorys

Daria Trafankowska była polską aktorką telewizyjną i teatralną, lektorką, a także dziennikarką radiową.

Urodziła się 5 stycznia 1954 roku w Poznaniu. Zawodu aktorskiego uczyła się na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Dyplom odebrała w 1979 roku. Pracowała jako adeptka w Teatrze im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie.

Współpracowała z wieloma teatrami. Już po ukończeniu studiów związała się z teatrami w Warszawie. W 1981 roku, kiedy zaprzestała grać w Teatrze Narodowym, rozpoczęła swoją aktorską przygodę w Teatrze Powszechnym. W latach 1995 – 1999, wraz z aktorem Januarym Brunovem, prowadziła teleturniej edukacyjny dla dzieci „Szalone liczby”.

Daria Trafankowska, w środowisku filmowym, była aktorką cenioną i lubianą. Na planie nazywano ją „Duśka” lub „Matka Boska Trafankowska”. Była osobą zawsze uśmiechniętą, pełną energii i zapału do tworzenia nowych rzeczy. Ponadto była kobietą niezwykle pomocną, pomagała wszystkim, kto tylko poprosił o jakiekolwiek wsparcie. Należy podkreślić, że za tę pomoc nie oczekiwała nic w zamian, ani podziwu, ani rekompensat. Pomagała bezinteresownie, z dobroci serca.

Aktorka brała udział w wielu produkcjach filmowych, serialowych, czy teatralnych. Widzowie mogli podziwiać jej grę aktorską w takich filmach, jak: „Zdjęcia próbne” (1976), „Roman i Magda” (1978), „Noc poślubna w biały dzień” (1982), „Cudowne dziecko” (1986), „Tato” (1995), czy „Moja Angelika” (1999).

Występowała także w kilku serialach, np. : „Polskie drogi” (1976), kultowy „Dom” (1980-2000), czy „Policjanci” (1999). Pod koniec życia wcieliła się w postać siostry oddziałowej, Danusi Dębskiej, w znanym serialu „Na dobre i na złe”. Ostatni raz zagrała w nim 1 marca 2004 roku.

Daria Trafankowska, na deskach teatralnych pojawiała się w przedstawieniach, np.: „Ferdydurke”, „Wariacje Goldbergowskie”, czy „Wesele”.

Karierę artystyczną przerwała choroba. Aktorkę „zaatakował” nowotwór trzustki. Mimo leczenia, nie udało się wygrać walki o życie.

Daria Trafankowska zmarła 9 kwietnia 2004 roku w Warszawie. Została pochowana 15 kwietnia 2004 roku na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.  

Na koniec warto także dodać, że podczas choroby Darii Trafankowskiej, grupa Jej przyjaciół zainicjowała zbiórkę pieniędzy na leczenie aktorki. Jej ostatnią wolą było utworzenie Fundacji, która za swój główny cel obierze pomoc, nie tylko finansową, ciężko chorym ludziom.

W ten sposób powstała Fundacja im. Darii Trafankowskiej, która wspiera artystów w walce o ich zdrowie i życie. Jest to jedyna tego typu fundacja, która pomaga środowisku artystycznemu, a także osobom, związanym ze sceną.

Działalność Fundacji wspierają mi.in.: Krystyna Janda, Małgorzata Kożuchowska, Katarzyna Herman, Edyta Olszówka, Maja Ostaszewska, Małgorzata Foremniak, czy Magdalena Cielecka.  


Źródło: www.filmweb.pl, www.fundacjadaria.org, www.filmpolski.pl, www.gala.pl,

Fot. autorstwa Sławka, udostępnione na www.wikipedia.pl 14.08.2007, na licencji Creative Commons.


Ciekawostki, anegdoty

Krystyna Janda o Darii Trafankowskiej: 

Przez długie lata byłyśmy razem w Teatrze Powszechnym i zawsze Dusia była taką osobą do której można było przyjść, zadzwonić w każdej sprawie, o każdej porze dnia i nocy. Taka święta Teresa Dusia Trafankowska. Wszyscy tak zawsze o niej myśleli, mówili. Wszyscy, ktokolwiek miał problem, wiedział, że jeżeli zadzwoni do Dusi to Dusia go wysłucha, choćby o 4 nad ranem. Pomagała wszystkim, każdemu: bezdomnym, psom biegającym, kotom ze złamanymi nogami, kotom bez oczu, kotom z oczami, po prostu bez przerwy, każdego dnia przyciągała do teatru kogoś, kto potrzebował wsparcia, kto potrzebował rozmowy, uśmiechu. Była osobą absolutnie niezwykłą. Ja czasem miałam uczucie, że ona wszystko co ma, wszystko co zarabia, wszystko co wie, wszystko co rozumie, oddaje innym. To było nieprawdopodobne. Nigdy właściwie nie mieszkała sama. Zawsze mieszkała u niej jakaś koleżanka, która czekała na mieszkanie, ktoś kto nie miał się gdzie przespać, to coś nieprawdopodobnego. Ja spotkałam ją... a właściwie za każdym razem jak ją widywałam to wiedziałam, że spotkam się z jakąś historią ludzką przy niej się ogrzewającą. I to było nadzwyczajne, to było po prostu niezwykłe bo ona była takim już prawie człowiekiem, istnieniem, które żyło po to żeby innych wspomagać. 
Najpierw zagrałyśmy razem w "Kotce na blaszanym dachu", gdzie ona fantastyczną zupełnie rolę zrobiła. Po czym, pewnego dnia, narodził się pomysł, i to był m.in. Dusi pomysł, żeby zrobić "Na szkle malowane" Ernesta Brylla tak, żeby wszyscy się w teatrze zabawili i wszyscy spojrzeli na mnie, że ja mam zareżyserować. Bo się przyjaźniłam z Bryllem, bo też jakby wydawało mi się, że to jest dobry pomysł. I wtedy pamiętam, że Dusię obsadziłam w roli Śmierci. I Dusia wiedziała, że to jest bardzo ważna rola, że to jest... chciała to grać, ale pamiętam jak wstydziłam się jej powiedzieć, znaczy bałam się jej powiedzieć, że musi całą... całe dwa akty siedzieć na scenie plecami. A dopiero w trzecim akcie, na końcu, odwróci się i odbędzie się ten finał, Janosik ze śmiercią, taniec, i tak dalej. Ale wymyśliłam niestety dla niej rolę dość męczącą. I pamiętam jak jej to powiedziałam z lękiem, a ona powiedziała: "Jak to świetnie"... A ja mówię: (śmiech) "Ale nie będziesz mogła spojrzeć na to, nie będziesz mogła się obejrzeć". A ona mówi: "Nie szkodzi, ale będę to wszystko słyszała... plecami". I po prostu to jest aktorka, która się cieszyła... była aktorką, która się cieszyła z tego, że będzie nagle siedziała półtorej godziny plecami, zanim się odwróci i te 5 minut na końcu, z tym Janosikiem zatańczy ten taniec śmierci i zrobią ten finał. 
Ja Dusię uwielbiałam. Uważam, że nie ma takich ludzi. I tak się cieszyłam jak potem odniosła taki sukces, taką popularność ogromną, dzięki temu, że zagrała tak lubianą przez widzów postać w serialu. To było dla niej wielkie szczęście. Co więcej, jeszcze na koniec była szczęśliwa też i prywatnie, była... była nareszcie pierwszy raz z siebie zadowolona... ze swojego wyglądu... jako kobiety. Cieszyła się, że przez to, że pracuje tak dużo to wymagają od niej atrakcyjności, że zaczęła o siebie dbać, czego nigdy nie robiła. Nigdy się nie ubierała bo wszystkie pieniądze oddawała innym, nigdy nie dbała o to jak wygląda bo już nie miała czasu, bo już musiała komuś biec pomóc. A od momentu kiedy zaczęła tak dużo grać dla telewizji nagle po prostu musiała o siebie zadbać i nagle była też i szczęśliwa jako kobieta, na koniec. Bardzo... bardzo to mnie wzruszało. Spotkała ludzi, którzy się do niej tak jakby przykleili na końcu, z którymi było jej dobrze. Była, była... była spełniona. Naprawdę... tak naprawdę dopiero przed śmiercią, te ostatnie lata były dla niej prawdziwie takie... musiała się odprężyć, już nie musiała martwić się o pieniądze, już nie musiała myśleć jak przeżyć do pierwszego co zwykle... co zwykle było jej utrapieniem bo, jak mówię, była rozdawczynią dóbr. 
Dziękuję.


Źródło; www.fundacjadaria.org (transkrypcja tekstu z Video Krystyny Jandy).


Joanna Szczepkowska o Darii Trafankowskiej: 

Dusia umierała na siedząco. Drobniutka, porcelanowa, przepiękna. Z telefonem komórkowym w ręku. Otoczona przyjaciółmi. Słuchała uważnie i była obecna. Na tyle, na ile mogła. Opowiadała o bólu. Zawsze dużo mówiła o tym, co się z nią dzieje, co się w niej dzieje, co chce zmienić. Dzieliła się. Teraz składała sprawozdanie z bólu. Potem już chciała być tylko z najbliższymi. Każdy, kto u niej był, mówi, że to do końca była Dusia. Że nie wzięła roli Umierającej. 

Może trzeba zacząć się tego uczyć? Może powinny powstać szkoły odchodzenia? Może trzeba zacząć myśleć o umieraniu tak, jak się myśli o rodzeniu? Jaka to różnica w gruncie rzeczy? 
Dwa najważniejsze święta w życiu. Dwie granice, za którymi jest tajemnica. 
Może trzeba do śmierci podejść z taką czułością jak do narodzin? Też wychodzi się z ciała. Może trzeba zmienić sposób patrzenia na umieranie? Zbliżyć się do niego, podejść z czułą ciekawością? Umierający z godziny na godzinę stają się mądrzejsi. Oddzielają się od masek, mitów, słów, od fałszu, który nas, żyjących, tak codziennie przytłacza. Czas dla nich jest długi jak dla motyla. Jeden dzień jak całe życie. Każdy oddech cenny. Może od umierających należy uczyć się życia? Niech Daria będzie pierwsza.


Źródło: www.fundacjadaria.org.